Miłość w czasach recesji.

Recesja dopadła nas niespodziewanie. Niby coś tam gazety przebąkiwały wcześniej, ale tak naprawdę nikt im nie wierzył. Nie żeby wszyscy myśleli, że ekonomiści kłamią. Po prostu nikt nie sądził, że mówią poważnie. Nikt nie sądził, że jeśli mówią poważnie to mówią o tej Wielkiej Brytanii.
Oto jesteśmy od kilku miesięcy w oficjalnej recesji. I im głębsza recesja, tym agresywniej zaczynają działać prawa rynku. Oprócz niezliczonych porannych doniesień o kolejnych bankructwach, coraz ciaśniej zaciskają się szpony maszyny marketingowej na szyi konsumenta.
Drugiego Stycznia rozpoczynają się przedbiegi do Walentynek. Wystawy sklepowe zawalone serduszkami i I LOVE YOU’ami, wszędzie baloniki, wiązanki, ramki, urządzenia do wypiekania I LOVE YOU na toście albo wygniatania w maśle, puchate kajdanki i czerwone pocztówki.

Zastanawiam się, czy to tylko mnie się wydaje, że wszyscy powariowali , czy może jest tak każdego roku... tylko że bez recesji. Może mi się tylko wydaje, że wszystko jest za drogie i zbędne, ... a może to wszystko po prostu jest za drogie i zbędne. Oczywiście postanawiam, że się nie dam...

Zakopuję myśl o prezentach gdzieś w nieużywanych częściach mózgu. W pracy upewniam się, że nie jestem w tym osamotniona. Pytam paru znajomych, co robią w tym roku na Walentynki. Większość odpowiada, że NIC. Och... zapominam, że większość jest wolna. Pytam więc mniejszości i... otrzymuje tą samą odpowiedź. W tym roku NIC. W tym roku bez prezentów. Może najwyżej kartka. Romantyczna kolacja z deserem i butelką Cavy z supermarketu. Wszystkie supermarkety ( wszystkie - znaczy te, które przetrwały pierwszy miesiąc okrutnego roku 2009) robią specjalną walentynkową promocję. To znaczy, że tą samą co każdego weekendu, tylko że tym razem na czerwono. Udaję, że Walentynek w tym roku nie ma. Moja ukochana jest jakoś zbyt zajęta i zestresowana pracą. Nikt nic nie mówi.

Aż tu nagle w piątek, przed dniem zakochanych moja druga połowa proponuje, żeby w tym roku nie kupować prezentów. - Co myślisz? - pyta.

Przypominam sobie, że w styczniowej wypłacie brakowało kilku setek z bonusów. Przypominam sobie, że muszę spłacić dług za czynsz z poprzedniego mieszkania. Przypominam sobie rachunek za meble i stan naszej karty kredytowej... I myślę sobie ... GENIALNIE!

Przypominam sobie, że moja druga połowa jest kobietą i czy tego chce czy nie chce, myśli tak gdy mówi nie (z jakiegoś dziwnego powodu rzadziej na odwrót). Przypominam sobie identyczną rozmowę przed świętami i jej rozczarowanie, gdy okazało się, że nie miałam bez prezentów rozumieć aż tak dosłownie...

Zgadzam się więc i tym samym rozpoczynam wyścig z czasem. Przed sobotą muszę obmyślać plan działania. Muszę nie tylko uratować mój związek, muszę także uratować mój portfel.
Zastanawiam się co przyjdzie mi w tym roku obchodzić - Recesję czy Walentynki.

Walentynki prawdopodobnie będą w przyszłym roku.

Recesja... prawdopodobnie też.

Wiem co powinnam zrobić. Powinnam usiąść w kącie i narysować kartkę. Powinnam zaaranżować kwiaty, zamiast kupować gotowy bukiet. Powinnam ugotować kolację z tego co mamy w lodówce, posprzątać dom, pewnie tez spędzić bimbra starodawnym sposobem. Ale zamiast tego wyruszam do pobliskiego sklepu z czerwonymi, puchatymi kajdankami.

Przebijam się przez tłum spóźnionych mężów i chłopaków ( wszystkie żony i dziewczyny pewnie zrobiły zakupy 2 stycznia). Spoglądam na kartki ... Pan i Pani, Miś i Misiowa, Pies i Pieskowa... szukam dwóch pań. Wygląda jednak na to, że pomimo doniesień o rosnącej liczbie rozwodów, pary heteroseksualne jednak się szalenie kochają. I prawdopodobnie napędzają walentynkową maszynę. (Chociaż po cichu zadaję sobie pytanie, czy to jest miłość czy kupowanie).

Prawdopodobnie dlatego, że nie chcę sięgnąć po dla ukochanej żony, stojąc między dwoma nastolatkami płci męskiej, wybieram kartkę, która oprócz tego że znajduje się w tej samej sekcji, z Walentynkami wspólnego nic nie ma. Udaję więc, że to jakaś inna okazja... Wybieram kartkę z lat 50tych z uśmiechniętą chulajacą po łące źoną - z napisem W głębi duszy wie gdzie jej miejsce (nie jestem do końca pewna, co to za okazja). Oto więc zaopatrzona w potencjalnie szowinistyczną kartkę walentynkową wyruszam do supermarketu po szampana z przeceny i mięso z promocji. Płacę kartą ze wspólnego konta, zastanawiam się nad kajdankami, wbijam PIN, biegnę do sklepu z książkami. Kupuję Marlenę Dietrich Taschena. Jedną ręką wybieram cztery pęczki żonkili z przeceny (nie schodzą za dobrze bo są żółte a nie czerwone) drugą ręką otwieram drzwi, pakuję książkę w papier urodzinowy. W Googlu wyszukuję Marleny Dietrich cytaty o miłości. Wypisuję kartkę : "mężczyzna wolałby zastać w domu niezaścielone łóżko i szczęśliwą kobietę niż zaścielone łóżko i nieszczęśliwą kobietę". Wrzucam kartkę i prezent pod łóżko i otwieram drzwi zmęczonej po pracy dziewczynie.

Z rana rozpakowujemy prezenty. Pijemy szampana w łóżku. Spełniamy walentynkowe obowiązki małżeńskie. Idziemy na zakupy. Siedzimy w pubie. Trzymamy się za ręce i wybieramy meble. Planujemy wakacje. Pijemy szampana. Pijemy jeszcze więcej szampana, kupujemy przez Internet nowe gadżety łóżkowe i śpiewamy do piosenek z You Tube. Pijemy jeszcze więcej szampana i kupujemy bilety do Indonezji.

W niedzielę z rana przypominam sobie, że jesteśmy w recesji i boję się wstać i sprawdzić stan konta bankowego. Chociaż muszę przyznać, że bardziej boję się wstać (szampan się kłania).

Ktoś mi kiedyś powiedział, że "w czasach bumu ekonomicznego - nie kochamy się, bo mamy z rana kaca, a wieczorem jesteśmy na zakupach; a w czasach recesji - nie kochamy się, bo z rana musimy wstać do pracy, a wieczorem robimy nadgodziny; ale w czasach depresji - kochamy się z rana, bo nie ma po co wstawać i wieczorem, bo nas nie stać na ogrzewanie".

Oto mija prawie tydzień. Bijemy kolejne rekordy miłosne i planujemy w zimnym mieszkaniu powolną i bolesną spłatę biletów. Mamy nadzieję, że mimo, że seksualnie jesteśmy oficjalnie w depresji, nie spełni się powiedzenie " recesja jest - gdy sąsiad nie ma pracy, depresja jest - gdy nie masz jej ty".
Yeliena
Data publikacji w portalu: 2009-03-03
Podoba Ci się artykuł? Możesz go skomentować, ocenić lub umieścić link na swoich stronach:
Aktualna ocena: ocena: 4 /głosów: 2
Zaloguj się, aby zagłosować!
OPINIE I KOMENTARZE+ dodaj opinię  

kumak.kum2009-03-05 05:12
gratuluje autorce fajnego artykułu

happyplus2009-07-03 07:31
Pelny obraz polskiej lesbijki- sfrustrowanej, bez pieniedzy, pomieszkujacej w wynajmowanym mieszkaniu, i obowiazkowo palajacej niechecia do heterykow (bo oni maja przytulone misie, a my nie). I nie jest to wynik recesji. To codziennosc.

vilemka2009-09-16 20:52
Świetny artukuł :)


Dopisywanie opini, tylko dla zarejestrowanych użytkowniczek portalu

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

Witaj, Zaloguj się

NAPISZ DO NAS

Masz uwagi, zauważyłaś błędy na tej stronie?
A może chciałabyś opublikować swój tekst?
- Napisz do nas!

NEWSLETTER I SPOŁECZNOŚCI

Chcesz być powiadamiana o nowościach w portalu? Zarejestruj się i zaprenumeruj nasz newsletter lub kanał Nowości RSS!
Możesz też dołączyć do naszej strony na Facebook lub Twitter. Zapraszamy!

  ZOBACZ TAKŻE  

Ostatnio komentowane:

80kobiet Tori Amos
Ala44 Fajna opinia dodana 2020-02-09 18:27:52
muzyka Zawsze mocno żyłam i teraz mam co wspominać
Hitoshi W piątek byłam na koncercie Closterkeller. Anja jest niesamowitą kobietą, jest charyzmatyczna, silna i pewna siebie, dała przepiękny występ. Uwielbiam ją.... opinia dodana 2012-11-05 20:27:47
literatura Seks lesbijski. 101 pozycji - Schell Jude
Ja nie znalazłam tutaj nic ciekawego dla siebie, być może osoby, które są kompletnie zielone w tym temacie...

Dołącz do naszej społeczności!

nowe i najaktywniejsze profile:

© KOBIETY KOBIETOM 2001-2020